Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DLA RODZICÓW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DLA RODZICÓW. Pokaż wszystkie posty
5 stycznia 2018
30 czerwca 2017
PILATES NA TRAWIE
W lipcu i w sierpniu
BEZPŁATNY PILATES
(sponsorowany przez Miasto - DZIĘKUJEMY!)
w każdy czwartek o 18:30
ul. Kościelna w Puszczykowie
(teren CAS)
11 maja 2017
FESTYN RODZINNY - 13 maja 2017
Czas: 13.05.2017, godz. 15-20
Miejsce: Leśny Ośrodek Szkoleniowy / ul. Adama Wodziczki 3, Puszczykowo
Facebook:
https://www.facebook.com/events/1650520831630090/

23 marca 2017
KOLEKTYW EDUKACYJNY ZAPRASZA NA DZIEŃ WOLNEJ I LEŚNEJ EDUKACJI

Dzień wolnej i leśnej edukacji to inicjatywa stworzenia dla dzieci jak i rodziców tymczasowej wolnej i demokratycznej przestrzeni edukacyjnej.
Zapraszamy dzieci w wieku od 4 do 12 lat, jak i rodziców na kilkugodzinny wolny sobotni warsztat. W przestrzeni leśnego przedszkola i wolnej szkoły, naszego pięknego ogrodu i indiańskiego namiotu, zadzieję się to co w nas, dzieciakach i rodzicach najbardziej żywe. Będziemy malować, muzykować, grać w najróżniejsze gry, włóczyć się po lesie, budować szałasy, palić ogniska, rysować chmury, zaglądać mikroskopem w najróżniejsze dziury :)
Celem naszego wydarzenia jest akceptacja i zachęta dzieci do bycia autentycznie sobą. Swobodna zabawa, bliskość z naturą, kreatywność i bezprzemocowość to części składowe naszego wolno - leśnego dnia.
Zapewniamy napoje zimne i ciepłe bez ograniczeń.
Prosimy jednak o zaopatrzenie się w podręczny prowiant.
Dzieci poniżej 4 roku życia, wyłącznie pod opieką rodziców.
Warsztat prowadzić będą mentorzy przedszkola leśnego i wolnej szkoły.
Koszt warsztatu 30 zł od dziecka.
ZGŁOSZENIA proszę słać na maila kolektyw.edu@gmail.com z dopiskiem DOBRY DZIEŃ.
Źródło: https://www.facebook.com/events/228983297569699/
12 stycznia 2017
W obiektywie Matki Aparatki
Cieszę się, że zaczęłam prowadzić blog między innymi dlatego, że poznałam wiele wspaniałych mam, a moje dzieciaki miały okazję bawić się ich dziećmi na placu zabaw, w domu, na spacerze, na pilatesie lub warsztatach organizowanych w naszym mieście. Dzięki naszej grupie MAMUŚKI Z PUSZCZY założonej na Facebook'u wymieniamy się informacjami i opiniami. Jeśli należycie do grupy to zapewne wiecie, że jest wśród nas Matka Aparatka, która pstryka dzieciakom cudowne fotki. Chciałam się z Wami podzielić efektami sesji świątecznej.
Gorąco polecam!
www.matkaaparatka.pl
Gorąco polecam!
www.matkaaparatka.pl
PILATES - aktualne informacje!
Już jutro, w piątek 13 stycznia 2017 roku, po krótkiej przerwie świątecznej wraca PILATES dla mam (i nie tylko!). Zajęcia są sponsorowane przez Miasto, nie trzeba się zapisywać i każdy, kto chce, może przyjść i poćwiczyć. A ćwiczenia są super, rozciągają, wzmacniają mięśnie brzucha, ud i pośladków, są zdrowe dla kręgosłupa i bardzo relaksujące! Naprawdę warto! Zapraszamy! :)
Na razie jest nas ok. 15, ale sala jest duża, pomieści wszystkie chętne panie. A jeśli nie masz z kim zostawić dziecka, zabierz je ze sobą! Co jakiś czas umawiamy się i zabieramy dzieciaki, które ćwiczą z nami lub się bawią.
26 grudnia 2016
Plac zabaw marzeń!
Po raz pierwszy mieszkańcy Puszczykowa mogli zgłaszać swoje propozycje zadań do zrealizowania w ramach Budżetu Obywatelskiego. Na zgłoszone i zaakceptowane projekty można było głosować internetowo lub w Urzędzie Miasta. W sumie zagłosowało 635 osób. Dzieciaki powinny być zachwycone, ponieważ zdecydowanie najwięcej głosów zdobył projekt „Plac zabaw marzeń”, który będzie zlokalizowany na terenie Szkoły Podstawowej nr 2, w sąsiedztwie kortów tenisowych. Całkowity koszt realizacji tego projektu wyniesie 85 tys. zł.
Wyniki głosowania:
10 listopada 2016
Publiczne Sceny Muzyczne
Publiczne Sceny Muzyczne to cykl otwartych sesji muzykoterapii w Poznaniu i Wielkopolsce, podczas których uczestnicy mają szansę stać się częścią muzycznego zespołu. Do muzycznej improwizacji, nauki aranżacji i śpiewu znanych piosenek zapraszać będą muzycy oraz terapeuci. Swobodne podejście do muzykowania i szeroki wybór instrumentów pozwolą uczestnikom odnaleźć swoją rolę we wspólnie tworzonym zespole. Otwarte sesje są odpowiedzią na politykę równych szans. Do udziału zapraszane są różnorodne grupy społeczne oraz chętni do gry przechodnie. Projekt jest współfinansowany ze środków PFRON będących w dyspozycji Samorządu Województwa Wielkopolskiego.
4 listopada 2016
PILATES / aktualizacja
PILATES - zajęcia dla wszystkich, którzy chcą mieć płaski brzuch, zdrowy kręgosłup i giętkie ciało. ;)
Zajęcia są BEZPŁATNE dzięki CAS!
Już dwa spotkania za nami! Zapraszamy wszystkich chętnych! :)
2 listopada 2016
29 września 2016
Halo!? Jesteście tam?
Cześć!
Przyznaję, zaniedbałam blog w ostatnich miesiącach. Miałam ambitne plany, by informować Was o tym, co ciekawego dzieje się w okolicy i dzielić się z Wami moimi macierzyńskimi doświadczeniami, ale po powrocie do pracy jestem nieustannie w biegu i brakuje mi czasu na wszystko... Znacie to? Cieszę się jednak, że nadal odwiedzacie mój blog. :)
Aktualnie kilka myśli chodzi mi po głowie, być może coś Was zainteresuje.
- GIMNASTYKA/PILATES
Przez wakacje nie chodziłam na żadne zajęcia sportowe, a moją główną aktywnością było spacerowanie po okolicy i bieganie za dzieciakami, czego skutki odczuwam dość wyraźnie. Mój kręgosłup woła o pomoc! Nie wspominając już o brzuchu, który już zdecydowanie nie wygląda jakby był przyklejony do kręgosłupa... Dlatego MUSZĘ wziąć się za siebie. Nie zapisuję się do fitness klubów, bo wiem, że godzina w tygodniu, ewentualnie dwie, to maksymalny czas, jaki mogę wygospodarować na "własne" przyjemności (bez dzieci), więc nie opłaca mi się kupowanie miesięcznych, nielimitowanych czasowo karnetów. Jeśli macie podobnie, może zainteresuje Was informacja, że prawdopodobnie od października znów ruszy PILATES w Szkole Podstawowej nr 2! Termin bez zmian - piątek, ale nieco później, bo o 18:30. Wiem, że piątki często są wyjazdowo-zakupowe, ale - z uwagi na problemy z dostępnością sal - nie mamy wyboru. Tym razem jednak zajęcia będą organizowane przez CAS, a zatem z płatnością na konto biblioteki (mam nadzieję, że odpowiednio niską)! Na razie nie mam żadnych potwierdzonych informacji, ale będę Was na bieżąco powiadamiać. Wiem, że kilka dziewczyn ze "starej ekipy" będzie chodzić, mam nadzieję, że ktoś jeszcze dołączy! Może Ty? Może Twoja sąsiadka, mama, ciocia, siostra? :)
- WARSZTATY W BIBLIOTECE
Udostępniałam plakaty informujące o wydarzeniach organizowanych przez Bibliotekę Miejską, widzieliście? Chciałam z córką chodzić na "Family Movement" w czwartki o 17:00 i zapisałam się na listę, ale dowiedziałam się, że na razie jest za mało chętnych... Trochę mnie to zmartwiło, bo zajęcia zapowiadają się ciekawie, a mogą nie wystartować. Może ktoś z Was chciałby przyjść?
- BUDŻET OBYWATELSKI
Na pewno dotarła do Was wieść, że do 2 listopada mieszkańcy mogą zgłaszać swoje propozycje na zmiany w Puszczykowie. Ja mam pewien pomysł - chodzi o rozbudowę naszego osiedlowego placu zabaw (za przedszkolem "Chatka Kubusia Puchatka"), bądź też budowę "czegoś" na tym terenie (np. przy orliku). Myślę o ławkach i stolikach dla młodzieży lub o urządzeniach dla starszych dzieci, młodzieży czy dorosłych, np. drabinki itp. (fot.) Czy znajdą się wśród Was osoby, które poparłyby podobny pomysł? A może macie własne?
A co u Was? Jak Wasze dzieciaki radzą sobie w przedszkolach? Co Wam aktualnie zaprząta głowę? Piszcie!
16 września 2016
10 sierpnia 2016
6 sierpnia 2016
Dziecko dawniej
"Bezwstydna małpka", karzeł, mały dorosły, cherubinek? - dziecko w dawnych czasach.
Udostępniam fragment mojego tekstu napisanego jeszcze na studiach, może kogoś zainteresuje. :)
Dawne dzieciństwo
Zdaniem autora Historii dzieciństwa
stare, tradycyjne społeczeństwo niewiele wiedziało o dzieciństwie i wieku
młodzieńczym. Potomstwo wkraczało w świat dorosłych, gdy tylko nauczyło się
funkcjonować bez pomocy rodziców. Małe dziecko od razu przemieniało się w
młodego człowieka, nie przechodząc etapów pośrednich, przygotowujących do
dzielenia z dorosłymi zabawy i pracy. Rodzina zatem nie dbała o uspołecznianie,
nie monitorowała zdobywanej przez dziecko wiedzy oraz nie troszczyła się o
przekazywanie wartości. Zmiana obyczajów nastąpiła dopiero pod koniec XVII
wieku. Terminowanie zostało zastąpione szkołą. Dzieci przestały uczyć się życia
wyłącznie poprzez obserwację dorosłych. Zorganizowane nauczanie wiązało się z
izolowaniem dzieci przed wstąpieniem na ścieżkę samodzielnego życia.
„Obecność dziecka w rodzinie i w społeczeństwie trwała zbyt krótko i
znaczyła za mało, by odcisnąć się w pamięci i wrażliwości”[1].
Darzono jednak dzieci powierzchownym uczuciem, nazwanym przez Arièsa mignotage, a więc rozczuleniem. „Bawiono
się nim jak ze zwierzątkiem, z bezwstydną małpką”[2].
Dzieci, często narażone na choroby i śmierć, pozostawały anonimowe. Dawna
rodzina nie miała pełnić funkcji uczuciowej. Z czasem jednak rodzice zaczęli
interesować się kształceniem dzieci i okazywać potomkom miłość i przywiązanie.
W dawnej sztuce dziecko różniło się od dorosłego jedynie wzrostem i siłą.
Według Arièsa „warto by zatem porównać dziecko z karłem, który w typologii
średniowiecza zajmuje ważne miejsce. Dziecko jest karłem, ale takim, które nim
być przestanie, chyba że padnie ofiarą czarów”. Badacz dodaje: „A czy karzeł
nie jest aby dzieckiem, skazanym na pozostanie nim, póki nie przemieni się w
skurczonego starca?”[3]
„Okresy życia”
W dawnych przedstawieniach świata wiek, wzniesiony do kategorii naukowej,
odgrywał bardzo dużą rolę. Jak zauważa Aries:
„Okresy życia” zajmują
ważne miejsce w pseudonaukowych traktatach średniowiecznych. Ich autorzy
używają terminologii, która nam wydaje się czczym werbalizmem: dzieciństwo i
dziecinność, młodość i młodzieńczość, starość i zgrzybiałość. Każde z tych słów
oznaczało inny okres życia. Zapożyczyliśmy kilka z nich na określenie pojęć
abstrakcyjnych, jak dziecinność czy zgrzybiałość, ale pierwotnie miały one
całkiem konkretny sens. Były to terminy naukowe, które z czasem przyjęły się w
języku potocznym. Dla naszych przodków aetates,
„okresy życia”, „etapy człowieka”, odpowiadały pojęciom pozytywnym, tak znanym
i powtarzanym, że w końcu przewędrowały z domeny nauki do świata codziennego
doświadczenia[4].
Jeszcze w połowie XVI wieku popularyzowano koncepcję jedności przyrody
odpowiedzialną za opóźnienie w rozwoju nauk. Poznawanie natury polegało na
zgłębianiu relacji między zjawiskami podlegającymi powszechnemu prawu
determinizmu. Wyjaśnienia idei współzależności spraw naturalnych i
nadprzyrodzonych dopatrywano się we wzajemnych powiązaniach liczb. Ludzie
spotykali się z symboliką liczb w spekulacjach religijnych, opisach fizycznych
i przyrodniczych oraz praktykach magicznych. Okresy życia uchodziły za
kategorię „pozwalającą wytłumaczyć sobie biologię człowieka, złączoną tajemnymi
więzami z innymi zjawiskami natury”[5]. Bieg
egzystencji ludzkiej zestawiano z ruchem planet i ułożeniem znaków zodiaku. Dla
dawnego człowieka „życie było nieuchronną, cykliczną ciągłością rozmaitych
okresów, niekiedy wesołą, niekiedy melancholijną, ciągłością wpisaną raczej w
powszechny, abstrakcyjny porządek niż w konkretną, realną egzystencję, gdyż w
czasach wysokiej śmiertelności mało kto miał szansę przeżyć wszystkie etapy
życia”[6].
W XIV wieku na kolejne cztery stulecia ustaliła się ikonografia okresów
życia stanowiących jeden z najczęściej podejmowanych tematów. Przedstawiane
etapy egzystencji ludzkiej – wiek zabawek, okres szkoły, czas miłości oraz dworskich
i rycerskich rozrywek, wiek wojen i rycerskiego rzemiosła i wreszcie okres
życia osiadłego i studiowania nauk, odpowiadają nie tylko okresom biologicznym,
ale także rolom społecznym. Dzieła ówczesnej sztuki zaskakują stałością
atrybutów. Dziecko zawsze siedzi okrakiem na drewnianym koniku, bawi się lalką,
wiatraczkiem lub ptaszkami na sznurku. „Te powtarzające się obrazy (…)
utrwaliły w człowieku poczucie, że życie dzieli się na poszczególne okresy,
przyporządkowane odpowiedniej działalności, typowi fizycznemu, funkcji i
fasonom ubrań”[7].
Dawniej słowo „dziecko” miało bardzo szerokie znaczenie, u schyłku
średniowiecza desygnowało zarówno putto, jak i „młodzika, czasem podejrzanego
wyrostka, hultaja”[8]. W XVII wieku nastąpiła
istotna zmiana – wśród mieszczaństwa pojawiło się węższe użycie wyrazu, bliższe
dzisiejszemu. Według Ariesa dzieciństwo długo trwało w języku potocznym z
powodu obojętności ludzi na zjawiska czysto biologiczne. Koniec dzieciństwa
wiązał się z usamodzielnieniem, a nie z osiągnięciem dojrzałości płciowej.
W XVII wieku ciągle brakowało słów pozwalający odróżniać dzieci od
starszych, aczkolwiek zaczęto używać nowych, tkliwych nazw, zapowiadających
uczuciowy stosunek do dzieciństwa typowy dla XVIII wieku i czasów romantyzmu.
Choć – jak zauważa
Aries – pojawiły się nowe słowa
na określenie wczesnego dzieciństwa, nadal nie ma jasnego rozróżnienia między
dzieciństwem i dorastaniem z jednej strony, a kategorią zwaną młodością z
drugiej. Pojęcie wieku młodzieńczego nie istniało, pojawiło się znacznie
później, bo dopiero w XVIII wieku, wraz z dwiema postaciami, jedną literacką –
Cherubinem, drugą społeczną – rekrutem. Cherubin ucieleśnia dwuznaczność okresu
dojrzewania, akcent pada tu na kobiece cechy chłopca wyrastającego z
dzieciństwa. I nie ma w tym nic dziwnego: chłopcy bardzo wcześnie wkraczali w
życie, mieli więc jeszcze miękkie, okrągłe rysy i nie bardzo różnili się
wyglądem od kobiet. (…) Podobieństwo do dziewcząt nie jest jednak przedstawiane
jako cecha wieku młodzieńczego. Chłopcy bez zarostu, o miękkich rysach, nie są
młodzikami – zachowują się jak dorośli mężczyźni, rozkazują i walczą. Dopiero w
postaci Cherubina zaznacza się wyraźnie związek między kobiecym wyglądem a
przemianą dziecka w dorosłego: ten stan trwa jakiś czas i jest to czas narodzin
miłości.
Cherubin
nie będzie miał następców. Przeciwnie, młodzieńczość wyrażać się będzie u
chłopców męską siłą; postać młodzieńca zapowiada w XVIII wieku rekrut[9].
Zdaniem Ariesa, dzięki muzyce Wagnerowskiego Zygfryda wyrażającej mieszaninę czystości, siły fizycznej,
naturalności, spontaniczności i radości życia, Zygfryd został okrzyknięty
pierwszym typowym młodzieńcem XX wieku. W okolicach 1900 roku „młodość”
znalazła się w centrum zainteresowań uczonych, pisarzy, moralistów, czy
polityków. W następstwie I wojny światowej uznano młodzież za odrębną
kategorię. „Od tej pory wiek młodzieńczy wydłuża się: dzieciństwo kończy się
wcześniej, dojrzałość zaczyna później”[10].
Każdej epoce odpowiada charakterystyczna periodyzacja życia i jeden
faworyzowany etap egzystencji ludzkiej. W XVII wieku uprzywilejowano „młodość”,
w XIX – dzieciństwo, w XX – wiek młodzieńczy. Zdaniem Ariesa postawę wobec
wieku wyznacza demografia.
Nieobecność wieku
młodzieńczego i pogarda dla starości, albo przeciwnie – zniknięcie starości
(przynajmniej jako degradacji człowieka) i pojawienie się młodzieńczości są
reakcją społeczeństwa na czas trwania ludzkiego życia. Wydłużenie się życia
spowodowało, że wynurzyły się z niebytu obszary dawniej nie istniejące, choć
uczeni późnego cesarstwa i średniowiecza mieli na nie nazwę. Współczesny język
przyswoił sobie te stare nazwy, pierwotnie tylko teoretyczne, żeby określić
przy ich pomocy nową rzeczywistość[11].
Odkrycie dzieciństwa
Sztuka średniowieczna nie zajmowała się dzieciństwem aż do XII wieku. Do
końca XIII stulecia w sztuce romańskiej ukazywano dzieci, nie uwzględniając ich
charakterystycznego wyglądu – zazwyczaj malowano pomniejszonych dorosłych.
Właściwie „w większości cywilizacji archaicznych sztuka wydaje się nieświadoma
specyficznej morfologii dziecka”[12].
Prawdopodobnie tylko sztuka grecka przedstawiała dziecko w sposób realistyczny
i idealizowała wdzięk i miękkość dzieciństwa[13]. U
schyłku XII wieku pojawił się w sztuce anioł pod postacią młodziutkiego
mężczyzny, młokosa o delikatnych, nieco kobiecych rysach. Dzieciątko Jezus
można uznać za kolejny model dziecka[14]. W
czasach gotyku natomiast zainteresowanie budziło nagie dziecko, często
stanowiące alegorię śmierci lub duszy. Od religijnej ikonografii dzieciństwa
oderwała się w XV i XVI wieku ikonografia laicka. Wtedy też zmianie uległa
konwencjonalna ikonografia alegoryczna i powstało malarstwo rodzajowe, często
obierające dziecko za bohatera prezentowanych scenek. Artyści zaczęli
dostrzegać wdzięk i malowniczość dzieciństwa, wcześniej traktowanego jako okres
przejściowy, niegodny uwiecznienia. Świadczy to niewątpliwie o zmianie stosunku
do najmłodszych. W XV wieku pojawiły się nowe typy przedstawień dziecka –
portret i putto[15] – unaoczniające potrzebę
wydobycia dzieci z mroku anonimowości i niepamięci. Jednak dopiero w XVII wieku
dziecko występuje na obrazach bez rodziców i staje się jednym z ulubionych
modeli epoki. Warto przytoczyć konstatację Ariesa:
(…)
mimo że od XIII do XVII wieku warunki demograficzne niewiele się zmieniły i śmiertelność
dzieci utrzymywała się na bardzo wysokim poziomie, nowa wrażliwość dostrzega
specyficzny charakter tych kruchych, zagrożonych istot, na których poprzednio
nie zwracano uwagi: jak gdyby dopiero teraz zbiorowa świadomość odkryła, że
dusza dziecka też jest nieśmiertelna. To pewne, że rozpoznanie i docenienie
osoby w dziecku wiąże się z głębszą chrystianizacją obyczajów[16].
Człowiek zaczął odkrywać dzieciństwo w XIII wieku. Sztuka odzwierciedla
kolejne etapy zmian zachodzących w mentalności ludzkiej i jednocześnie w
sposobie pojmowania pierwszego okresu w życiu. Najliczniejsze i najciekawsze
świadectwa pochodzą XVI i XVII stulecia. Wówczas też coraz większe rozczulenia
wzbudzało gaworzenie małych dzieci. Również w literaturze znaleźć można opisy
miłych, rodzinnych scen odpowiadających scenkom przedstawianym na obrazach czy
rycinach i przemawiających za odkryciem specyficznego wyglądu i zachowania
małego dziecka.
Od bezwstydu do niewinności
Jedno z najbardziej
władczych i najpilniej przestrzeganych, nie pisanych praw naszej współczesnej
moralności żąda od dorosłych, by w obecności dzieci wystrzegali się
jakichkolwiek, zwłaszcza żartobliwych aluzji do spraw płci. Taka postawa była
dawnemu społeczeństwu najzupełniej obca[17].
Dawniej grubiańskie dowcipy i gesty uznawane dziś za niestosowne wydawały
się zupełnie naturalne. Nad wychowaniem dzieci zaczynano pracować, gdy
ukończyły siódmy rok życia, a powściągliwości wymagano dopiero od chłopców
zbliżających się do wieku męskiego. Siedemnastowieczna reforma obyczajów
związana z odnową moralną i obyczajową przyniosła dość spóźnioną troskę o
przyzwoitość. Jeszcze w XVI wieku zupełnie nie szanowano dzieci, nie chroniono
najmłodszych przez krępującymi sytuacjami i dosadnymi słowami. Współczesnego
człowieka szokować może przede wszystkim postawa dawnego społeczeństwa wobec
spraw seksu. W XX wieku nie do pomyślenia jest chociażby igranie z genitaliami
dziecka, uznawane kiedyś za rodzaj zabawy. Zdaniem Ariesa „ta pół-niewinność,
która nam się wydaje rozpustna albo naiwna, wyjaśnia popularność już od XV
wieku tematu siusiającego chłopca”[18]. W
XVI wieku dziecko mogło uczestniczyć w religijnych obrzędach obrzezania,
ponieważ sądzono, że sprawy płci są mu całkowicie obce i obojętne. Dziecko
miało nie dostrzegać seksualnego podtekstu śmiałych gestów i aluzji dorosłych.
Niewinność dziecka nie mogła ucierpieć, ponieważ, wbrew opinii moralistów i
uczonych, społeczeństwo nie wierzyło w jej istnienie. Już w XV wieku Gerson
napisał traktat[19] poświęcony
charakterystycznym zachowaniom dzieci, zwracając szczególną uwagę na praktyki
seksualne. W dziele znalazły się nie tylko spostrzeżenia autora poprzedzone
wnikliwą obserwacją najmłodszych, ale tak że zalecenia dla dorosłych stojących
na straży dziecięcej moralności. Ale dopiero pod koniec XVI wieku wychowawcom
udało się dotrzeć do mas i wpoić poszanowanie dzieciństwa. Wielka zmiana
nastąpiła w kolejnym stuleciu obfitującym w literaturę moralną i pedagogiczną –
pojęcie dziecięcej niewinności wreszcie zadomowiło się w świadomości ludzi. Wcześniej
ignorowano dzieciństwo, w XVII wieku natomiast mówiono zwykle o głupocie i
słabości pierwszego okresu życia. Tylko czasami dzieciństwo uznawano za stan
wyjątkowy, świetny, głównie ze względu na dzieciństwo Chrystusa i męczeństwo
niewinnych dzieci. U schyłku XVII wieku rodzi się – zdaniem Ariesa –
nowa moralna koncepcja
dzieciństwa, która kładzie nacisk raczej na jego bezbronność niż na
<<chwałę>> (…), a przy tym łączy tę bezbronność z niewinnością dziecka, będącą odbiciem
boskiej czystości. W myśl tej koncepcji wychowanie dziecka jest jednym z
najpierwszych obowiązków. Jest to reakcja na obojętność wobec dzieciństwa z
jednej strony, z drugiej zaś na zbyt czułostkowy i egoistyczny stosunek do
dziecka, który powoduje, że dorośli traktują je jak zabawkę i pobłażają
dziecięcym kaprysom. Wreszcie jest to reakcja na przeciwieństwo takiego
stosunku, mianowicie na pogardę ze strony rozumnego człowieka[20].
Powstająca wówczas literatura skrupulatnie wymienia zasady nowej doktryny[21]
odpowiedzialnej za rozkwit instytucji wychowawczych i zmianę szkolnych
obyczajów. Autor Historii dzieciństwa
zauważa uważa, że za uznaniem niewinności dziecka idzie przyjęcie
odpowiedzialności za ochronę najmłodszych przed brudem życia, a zwłaszcza przed
seksualnością dorosłych. Niewinność należy wzmacniać, „rozwijając w dziecku
charakter i kształcąc rozum”[22].
Człowiek XX wieku, dopatrujący się związku między dzieciństwem,
prymitywizmem, irracjonalizmem i prelogicznym myśleniem, może doszukać się
sprzeczności w siedemnastowiecznej postawie wobec dzieciństwa – z jednej strony
bowiem dąży się do zachowania dzieciństwa i niewinności, a z drugiej postarza
się dzieci, zwalczając niewiedzę i słabość. Wtedy jednak pojęcia rozumu i
niewinności nie wykluczały się. Nowej koncepcji dzieciństwa podporządkowana
została (nie przeznaczona już dla dorosłych) pedagogiczna literatura dziecięca,
zwracająca szczególną uwagę na charakter, rozum i godność młodego człowieka.
Również w pobożności społeczeństwa oraz ikonografii religijnej odbija się nowy
stosunek do dzieci. Święte dzieciństwo otoczone zostało wyjątkowym kultem.
Zdaniem Arièsa „pierwsza komunia stała się najbardziej widocznym przejawem
postawy wobec dzieciństwa między wiekiem XVII a końcem XIX; uświęcała dwa
przeciwstawne aspekty dzieciństwa: niewinność oraz rozumowe pojmowanie tajemnic
wiary”[23].
Dwie postawy wobec dzieciństwa
Społeczeństwo średniowieczne nie dostrzegano specyfiki dzieciństwa.
Dlatego też zaradne dziecko szybko wkraczało do świata dorosłych, a malutkie i
delikatne dziecię zupełnie się nie liczyło. Ta archaiczna postawa wobec
dzieciństwa trwała jeszcze w XVI i XVII wieku, choć już od XIV stulecia pojawia
się w sztuce, ikonografii oraz kulcie zmarłych tendencja do zaznaczania
osobowości i odrębności dziecka. Zmiana stosunku do dzieciństwa uwidacznia się
w specjalnym stroju wyróżniającym dzieci od dorosłych. Dziecko zaczęło śmieszyć
i wzruszać dorosłego niewinnością i wdziękiem. Czasami jednak czułość wobec
najmłodszych wywoływała irytację. W XVII wieku natomiast przywiązanie do dziecka
oraz świadomość odrębności dzieciństwa wyrażały się poprzez zainteresowanie
psychiką dziecka i troskę o rozwój moralny najmłodszych.
Pierwsza
postawa wobec dzieciństwa – rozpieszczanie – pojawiła się w środowisku
rodzinnym. Druga w środowisku poza rodziną, z zewnątrz: u ludzi Kościoła i
szlachty urzędniczej, u nielicznych w XVI wieku, a w XVII o wiele liczniejszych
moralistów, którzy mieli ambicje zaprowadzić rozumne i cywilizowane obyczaje.
Oni także byli wrażliwi na niedostrzegany niegdyś fenomen dzieciństwa, nie
chcieli jednak traktować dzieci jak urocze, wdzięczne zabawki, bo widzieli w
nich stwory Boga, które należy zarazem chronić i okiełznać. Taki stosunek do
dzieciństwa zakorzenił się z czasem w rodzinie.
W
wieku XVII do tych dwu postaw przyjętych w rodzinie dochodzi nowy, trzeci
czynnik: dbałość o higienę i zdrowie. (…) Dziecko zajęło centralne miejsce w
rodzinie, przy czym ważna jest nie tylko przyszłość dziecka i urządzenie go w
życiu, ale sama jego obecność, egzystencja sama w sobie[24].
Dziecko w literaturze
Rousseau
Osiemnastowieczna postawa wobec dzieciństwa znalazła najpełniejsze
odbicie w teorii i autobiograficznych dziełach Rousseau. W samoświadomości
pisarskiej dzieciństwo stało się okresem ważnym, odrębnym i cudownym, godnym
literackiej obróbki. Obraz dziecka nakreślony przez autora Wyznań w latach sześćdziesiątych XVIII wieku, w atmosferze dążeń do
przebudowy całego życia ludzkiego i refleksji nad kondycją człowieka, przez
długi czas funkcjonował w literaturze i wyobrażeniach potocznych. Russowska
teoria wychowania wyrastała z koncepcji człowieka konfrontowanego z naturą
rozumianą jako przeciwieństwo kultury i cywilizacji. Jak zauważa Anna Kubale
„wolna i spontaniczna, przeniknięta uczuciem natura objawiła się w filozofii
Rousseau jako decydujące kryterium antropologiczne”[25].
Dziecko natomiast zyskało na znaczeniu jako człowiek natury wyodrębniony
spośród świata dorosłych nie posiadających kontaktu z prawdziwym bytem.
Jakże inne to jednak
ujęcie wobec wcześniejszych, w których traktowano dziecko jako pomniejszonego
dorosłego, karła, a dzieciństwo jako wstępną przeszkodę do przebycia. (…)
Rousseau spojrzał na dzieciństwo jako na wyraźnie autonomiczny etap w życiu
człowieka, piękny w swej beztroskiej, wolnej swoistości. Wspaniały stan odczucia
radości istnienia, naturalności, niewinności, spokoju, harmonijnej zgody z sobą
samym i ze światem, stan niczym nie zakłóconego bezrefleksyjnego szczęścia.
Stan pozostający w opozycji do chaosu i dezintegrujących osobowość cech
współczesnej epoki, jej sztuczności oraz bólu doświadczeń, które niosła
egzystencja społeczna i refleksja[26].
Dziecko, zdaniem Rousseau, jest wolne, nie uwikłane w więzi społeczne
oraz bezrozumne i słabe, wymagające opieki. Co więcej, to istota amoralna,
pozbawiona świadomości dobra i zła nabywanej dopiero w kontakcie z kulturą. Dziecko, które jest
czasem przykre i złośliwe, należy wychowywać do życia wśród ludzi, ucząc
rozsądku i wyobraźni, pokonując ograniczenia dzieciństwa i rozwijając najlepsze
cechy wynikające z natury. Autor Emila
wierzył w „dojrzałość dzieciństwa”, a więc w ukształtowanie człowieka
naturalnego w cywilizacji. Według Rousseau osobowość może się wzbogacić dzięki
kulturze, pozostając harmonijną, zintegrowaną całością. Ideał autentycznej
osobowości odnaleźć można nie tylko w społeczeństwie, ale także w sobie.
W utworach autobiograficznych pisarza, tworzonych z perspektywy
dojrzałego człowieka, często dominuje wyidealizowany obraz dzieciństwa.
Rousseau, uznawany za koryfeusza romantycznego odkrywania dzieciństwa, uczynił
ten okres wartością. Co ciekawe, autor Wyznań
twierdził, że człowiek to dawne dziecko, a zatem możliwy jest, choć
częściowy, powrót do natury i pierwotnych odruchów serca. Oczywiście „odnawiane
w kontakcie z dziećmi i we wspomnieniach z dzieciństwa „ja” wewnętrzne różni
się istotowo od tamtego „ja” z czasów dzieciństwa (…)”[27].
Anna Kubale podkreśla różnicę między Russowską wizją dzieciństwa a
spojrzeniem romantyków, powracających w przeszłość z bolesną świadomością
utraty. Autor Wyznań dzięki wspomnieniom
doświadcza momentów szczęścia, pomimo panującego zła i zagrożeń współczesnego
świata.
Schiller
Schiller natomiast, zdaniem autorki Dziecka
romantycznego, „zaktualizował (…) w kantowskim duchu wątki russoizmu,
poważnie komplikując globalną opozycję natura-kultura i przekraczając horyzonty
XVIII-wiecznego naturalizmu”[28].
Dostrzegł on nie tylko konieczność i złe strony, ale także wartości procesu
denaturalizacji. „Schiller rozumie już doskonale nieustanną obecność w
człowieku projektu skierowanego w przyszłość. Jako człowiek kultury w niej musi
się doskonalić i dążyć do moralności – wie, że nie ma już możliwości powrotu do
Arkadii”[29]. Dzieci, „uosobienia
niewinne”, uświadamiają człowiekowi „sentymentalnemu” wrażliwość na naturę,
skłaniają do refleksji, stanowią wzór doskonalenia. Jednak dziecko musi
podlegać procesowi socjalizacji. Małe, słabe, lecz spontaniczne i szczere
dziecko dorasta, otwiera się na życie w kulturze, „wciela zatem stan
harmonijnego, bezrefleksyjnego, szczęśliwego małego istnienia, a jednocześnie
stan otwarcia i czystej możliwości. (…) W małym i infantylnym, szczęśliwym,
choć zamkniętym w ciasnym kole istnienia, dziecku drzemią w zarodku, w pąku, w
nierozwinięciu wielkie siły. W jego czystości i uczuciu”[30].
Dziecko to wcielenie nieograniczonych możliwości określenia, to niespełniony,
lecz zadany ideał stojący w opozycji wobec doświadczenia i realizacji.
Według Anny Kubale: „Schiller uczynił z dziecka wartość moralną (…). Jako
upostaciowanie natury miało ono te cechy, które romantyzm szczególnie cenił w
opozycji wobec kultury Oświecenia: spontaniczność, konkretność, totalność
życia, miłość bytu. Stąd dzieciństwo owiane tęsknotą wspomnienia człowieka
rozdartego, cierpiącego, choć przecież dumnego ze swej ludzkiej, poświadczonej
cierpieniem, kondycji”[31].
Romantyków interesowała zwłaszcza otwartość dziecka oraz możliwość
dopowiedzenia, czyniące zeń pojemną kategorię interpretacyjną. Już u początków
epoki dziecko jawiło się jako byt antynomiczny, wieloznaczny i skomplikowany, a
zarazem przygotowany na wielość doświadczeń człowieka wieku.
[1] Ph.
Ariès, Historia dzieciństwa: dziecko i
rodzina w dawnych czasach, przeł. M. Ochab. Gdańsk 1995, s. 8.
[2]
Ibidem, s. 8.
[3]
Ibidem, s. 12.
[4]
Ibidem, s. 29.
[5] Ibidem, s. 30.
[6] Ibidem, s. 33.
[7] Ibidem, s. 35.
[8] Ibidem, s. 36.
[9] Ibidem, s. 39.
[10] Ibidem, s. 40.
[11] Ibidem, s. 42.
[12] Ibidem, s. 44.
[13] „W epoce hellenistycznej aż roi się od małych Erosów.
Później dziecko znika z ikonografii wraz z innymi tematami hellenistycznymi;
romańszczyzna zapomina o szczególnym wyrazie dzieciństwa i przedstawia je w
sposób właściwy epokom starożytnym, poprzedzającym hellenizm. Nie jest to
przypadek. W świecie przedstawionym dzieciństwo było nieznane. (…) ludzie X-XI
wieku nie zwracali na dzieciństwo uwagi, a jego obraz nie był dla nich
interesujący ani nawet rzeczywisty. Wolno nam się domyślać, że w samym życiu, a
nie tylko w jego estetycznej transpozycji, dzieciństwo uważane było za okres
przejściowy, szybko przemijający, nie wart zapamiętania”. Ibidem, s. 44.
[14] Wraz
z macierzyństwem Bogurodzicy wczesne dzieciństwo wkracza do świata
przedstawionego. Temat Dzieciątka Jezus od XIV wieku zaczyna się rozwijać.
Artyści podkreślają wdzięk, czułość i naiwność pierwszego okresu życia.
[15]
Putto – nagi chłopczyk – zastępuje średniowiecznego anioła-księżyka. Odtąd
anioł to już nie efeb, lecz nagi amorek. Nawet na miejsce Dzieciątka Jezus
wkracza słabo ubrany chłopiec. Zamiłowanie do nagości wiąże się z powrotem do
nagości antycznej i świadczy o powszechnym zainteresowaniu dzieciństwem. Putto
w XV i XVI wieku nie było dzieckiem historycznym, rzeczywistym. Dopiero w XVII
wieku zastosowano dekoracyjną nagość putta w portrecie dziecięcym. Vide.:
Ibidem.
[16]
Ibidem, s. 52.
[17] Ibidem, s. 104.
[18] Ibidem, s. 108.
[19] Gerson, De confessione mollicei.
[20] Ph. Ariès, op. cit., s. 117.
[21]
Według Arièsa obowiązywały następujące zasady: zasada pilnowania dzieci, zasada
surowego traktowania dzieci oraz zasada powściągliwości (gestów i języka).
[22] Ph. Ariès, op. cit., s. 122.
[23] Ibidem, s. 129.
[24] Ibidem, s. 136.
[25] A. Kubale, Dziecko romantyczne: szkice o literaturze.
Wrocław 1884, s. 10.
[26] Ibidem, s. 10-11.
[27] Ibidem, s. 18.
[28] Ibidem, s. 19.
[29] Ibidem, s. 19.
[30] Ibidem, s. 20-21.
[31] Ibidem, s. 22.
4 sierpnia 2016
Dużo radości, mniej przyjemności
Zaskakują mnie mamy, które mówią, że tak kochają swoje
dzieci, że najchętniej nie rozstawałyby się z nimi nawet na chwilę. Ja, choć uwielbiam
moje maluchy, potrafię bez zastanowienia wymienić cały szereg czynności, które
sprawiają mi o wiele więcej frajdy niż przewijanie, ubieranie, karmienie i „negocjowanie”. Macierzyństwo,
choć jest pięknym i niezastąpionym doświadczeniem, jednocześnie ogranicza
wolność i dostęp do wielu przyjemności. I bywa zwyczajnie nuuuuudne…
Jak udowadnia autorka książki, rodzicielstwo - choć rozbudza nieznane dotąd emocje, pomnaża miłość, napawa dumą, pozwala zatracić się w zabawie, uczy cieszyć się z drobnych spraw, kształtuje nowe umiejętności, sprawia, że czujemy się potrzebni i kochani, a zatem nadaje życiu sens, wiąże się także z:
- utratą autonomii i możliwości robienia tego, na co ma się ochotę
- zmęczeniem i brakiem snu
- natłokiem spraw i obowiązków
- koniecznością wykonywania wielu rzeczy naraz
- poczuciem, że wszystko robimy „na pół gwizdka”
- izolacją społeczną
- brakiem czasu i siły na inne przyjemności (m.in. seks)
- odpowiedzialnością za wychowanie dziecka
- presją utrzymania odpowiedniego poziomu ekonomicznego
- samokrytyką i oceną innych
Dużo radości, mniej
przyjemności to książka, która upewniła mnie, że moje odczucia są normalne i
nie czynią mnie wyrodną matką. Marzenia, by realizować się zawodowo, spotykać znajomych
(bez dzieci!), w spokoju czytać książki, słuchać muzyki czy oglądać filmy, nie wynikają
z czystego egoizmu, ale naturalnej potrzeby dążenia do przyjemności. To, że
jestem mamą nie oznacza, że powinnam z wszystkiego rezygnować i całkowicie
poświęcić się dzieciom. Na dłuższą metę nie będę szczęśliwa, jeśli przekreślę swoje pasje i wyrzeknę się rozrywek. A trudno sprostać roli rodzica,
nie czując się spełnionym, szczęśliwym człowiekiem...
P.S. To nie jest recenzja, a moje przemyślenia. :)
1 sierpnia 2016
Czy chcemy być jak Francuzi? / "W Paryżu dzieci nie grymaszą"
Dlaczego w Paryżu dzieci (już od pierwszych miesięcy życia) przesypiają całe noce, bez grymaszenia jedzą to, co mają na talerzu, potrafią same się bawić i cierpliwie czekać? Dlaczego Francuzki nie cierpią podczas porodu, szybko wracają do figury sprzed ciąży i znajdują czas na relaks, rozwój i dbanie o wygląd?
Pamela Druckerman, amerykańska dziennikarka, która zamieszkała w Paryżu, postanowiła znaleźć odpowiedzi na powyższe pytania i podzielić się próbami "testowania" na własnych dzieciach francuskich metod wychowawczych. Książka, choć powołuje się na badania naukowe i fachową literaturę, jest przede wszystkim ciekawym opisem doświadczeń młodej matki, która zastanawia się, co zrobić, by macierzyństwo stało się przyjemniejsze.
Francuski model opieki na dzieckiem zakłada, że dziecko jest istotą racjonalnie myślącą i potrafi wiele rzeczy zrozumieć już na wczesnym etapie życia. Rodzice we Francji uczą dzieci autonomii, ale też bardzo surowo podchodzą do kilku podstawowych kwestii. Stanowczo i konsekwentnie przestrzegają zasad dotyczących spania, jedzenia i zachowania w towarzystwie. Wewnątrz tych sztywnych ram dzieci mają wiele swobody i mogą samodzielnie poznawać świat, a rodzice im nie przeszkadzają nieustanną kontrolą i komentowaniem rzeczywistości.
Francuscy rodzice wcale nie spodziewają się, że ich dzieci będą milczące, ponure i posłuszne. Po prostu nie uważają, żeby mogły się one dobrze bawić, jeśli nie potrafią nad sobą panować.
Warto podkreślić, że we Francji wszyscy mają zbliżone podglądy na temat wychowania, dlatego nie tylko rodzice, ale też inni członkowie rodziny czy opiekunki w żłobkach i przedszkolach pilnują „ramy”. Nie ma zatem rozdźwięku między zasadami panującymi w domu i poza nim, co sprawia, że dzieci czują się pewniej i bezpieczniej. To oczywiście TEORIA.
Trudno nie zgodzić z niektórymi spostrzeżeniami i tezami autorki, mimo to popularne we Francji metody budzą moje wątpliwości. Na przykład uczenie niemowląt spania polega na stosowaniu „pauzy” - rodzice nie reagują od razu na płacz dziecka, by dać mu szansę na samodzielnie zaśnięcie. Według Francuzów, „pauza” nie ma nic wspólnego ze zgodą na wypłakanie się, ale gdzie przebiega granica? W kwestii odżywiania również mam inne zdanie. Po przeczytaniu książki Moje dziecko nie chce jeść, przestałam świrować na punkcie jedzenia i z ulgą przyjęłam fakt, że częste a mniejsze posiłki są zdrowsze dla organizmu. Francuzi jednak pilnują, by ich dzieci nie podjadały i zdążyły zgłodnieć pomiędzy trzema najważniejszymi posiłkami w ciągu dnia.
Najbardziej zainteresowało mnie przekonanie, z którym zapewne zgodzi się niejeden tatuś - po urodzeniu dziecka relacje między rodzicami powinny szybko wrócić na dawne tory (łatwo powiedzieć!). Nie można uczynić dziecka pępkiem świata, bo ucierpią wszyscy. Związek należy pielęgnować, a rodzice muszą mieć także czas dla siebie. (Na marginesie dodam, że podobne spostrzeżenie znajdziemy w książce Dużo radości, mniej przyjemności). Francuzki nie uważają, że bezgraniczne poświęcanie się dla dobra dziecka jest potrzebne i wyzbyły się poczucia winy, które towarzyszy mamom oddającym dzieci pod opiekę innym, by skupić się na własnych sprawach.
Mam wrażenie, że Francuzi już dawno odkryli to, o czym amerykańscy rodzice powoli zaczynają mówić głośno – macierzyństwo odbiera autonomię, ogranicza i zmusza do podejmowania trudnych wyborów, a całkowite poświęcenie się dziecku nie jest aktem miłości, lecz masochizmu. Francuscy rodzice nie pozwalają dzieciom wejść sobie na głowę, a surowe „ramy” ułatwiają im życie i zachowanie równowagi między dobrem własnym i dziecka.
***
Książka daje do myślenia.
Ja właśnie myślę, jak znaleźć złoty środek między "stylem francuskim" a bezstresowym "niewychowywaniem". ;)
***
Książka daje do myślenia.
Ja właśnie myślę, jak znaleźć złoty środek między "stylem francuskim" a bezstresowym "niewychowywaniem". ;)
Pamela Druckerman - W Paryżu dzieci nie grymaszą
18 czerwca 2016
STRONY PEŁNE INFORMACJI
Na razie wstawiam kilka linków, ale zamierzam uzupełniać listę. Jeśli znacie stronę, która Wam, pracującym rodzicom, szczególnie się przydaje, piszcie w komentarzu.
O urlopie rodzicielskim i nie tylko
Rejestr instytucji opieki nad dzieckiem do lat 3 - Program MALUCH
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (prawo pracy, wsparcie dla rodzin z dziećmi)
Państwowa Inspekcja Pracy
ZUS
MAMO PRACUJ - portal dla pracujących mam
http://mamopracuj.pl/
MAM DZIECKO - PRACUJĘ
* Strona niestety nie jest aktualizowana, ale znajdziecie tam trochę uniwersalnych treści.
20 maja 2016
21-22 MAJA
Pogoda coraz piękniejsza, zapowiada się cudowny weekend! W okolicy wiele atrakcji, m.in.:
DNI MOSINY
OLIMPIADA PRZEDSZKOLAKA (Sportowe Dni Puszczykowa)
21 MAJA, godz. 14:00-16:00
Orlik przy ulicy Nowe Osiedle w Puszczykowie
szczegóły: http://caspuszczykowo.pl/
SIATKÓWKA PLAŻOWA DZIECI ZE SZKÓŁ PODSTAWOWYCH I GIMNAZJÓW (Sportowe Dni Puszczykowa)
21 MAJA, godz. 10:00
Boisko piaszczyste przy ulicy Nowe Osiedle w Puszczykowie
szczegóły: http://caspuszczykowo.pl/
MAJOWY RAJD ROWEROWY
22 MAJA, godz. 11:00
start: CAS - ul. Kościelna w Puszczykowie
szczegóły: http://caspuszczykowo.pl/
DNI MOSINY
20-22 MAJA
PIKNIK MOTOCYKLOWY
PIKNIK RODZINNY
22 MAJA, godz. 13:00
Parafia Św. Józefa w Puszczykowie, ul. Dworcowa
DZIKA KUCHNIA W PUSZCZYKOWIE
22 MAJA, godz. 12:00-17:00















